Mówię innym, jak żyć, bo nie wiem, jak żyć sama
Gdy przewodzenie staje się sposobem na uniknięcie własnej niepewności
„Mam dobre rady dla wszystkich. Tylko nie umiem
zastosować ich wobec siebie.”
To zdanie słyszałam nie raz w pracy z kobietami, które prowadzą. Które trzymają przestrzenie.
Które wspierają inne kobiety z sercem, z wiedzą, z doświadczeniem. Które naprawdę mają coś do powiedzenia — i jednocześnie często nie mają wewnętrznego kompasu, kiedy zostają same ze sobą. Ten temat jest trudny. Bo dotyczy bardzo subtelnej granicy:
czy moje przewodzenie wynika z wewnętrznego zakorzenienia…
czy jest próbą ominięcia własnego chaosu?
Kiedy dajesz innym to, czego sama nie umiesz sobie dać
Wiele liderek, nauczycielek, mentorek — weszło na ścieżkę prowadzenia, bo wcześniej długo szukały. Szukały odpowiedzi. Szukały struktury. Szukały znaczenia.
I kiedy już coś zrozumiały, chciały się tym dzielić. To piękne. To autentyczne.
Ale czasem to dzielenie się przybiera formę mechanizmu:
tłumaczę innym, jak postępować w trudnych momentach, choć sama ich nie przeżyłam, tylko przemyślałam,
daję rady, bo nie potrafię zostać w cudzym bólu bez natychmiastowego „naprawiania”,
pokazuję innym drogę, ale kiedy jestem w kryzysie — czuję się bezradna, wstydzę się, że „nie wiem”.
To, co miało być wsparciem, staje się sposobem na unikanie własnej niepewności.
Lęk przed wewnętrzną pustką
Współczesna kobieta prowadząca bardzo często ma wyjątkową inteligencję emocjonalną.
Wie, co powiedzieć. Jak potrzymać. Jak poprowadzić. Ale czasem nie czuje, że naprawdę jest w kontakcie z tym, czego sama potrzebuje. Bo kiedy przestaje mówić, organizować, dzielić się, tłumaczyć, pojawia się pustka.
Nie ta przyjemna, medytacyjna. Ale ta trudna, pełna pytań:
Czy ja wiem, czego chcę?
Czy umiem żyć bez podpowiedzi, instrukcji, zewnętrznych struktur?
Czy naprawdę żyję w zgodzie ze sobą — czy tylko opowiadam o tym innym?
To są pytania, które potrafią wytrącić z roli. Ale jeśli się im nie przyjrzymy, zaczynamy używać roli, by ich unikać.
Doradczyni jako tożsamość
Gdy przewodzenie staje się kompensacją, pojawia się niebezpieczeństwo:
nie tylko daję innym wskazówki — ja się z nimi utożsamiam.
Jestem tą, która wie. Tą, która potrafi nazwać. Tą, która rozumie.
I nagle każda sytuacja w życiu zaczyna się filtrować przez to:
czy jestem spójna z moim wizerunkiem?
czy inni zobaczą, że też się czasem gubię?
czy nie stracę autorytetu, jeśli powiem: „nie wiem”?
Wtedy bardzo łatwo wejść w mechanizm:
opowiadam o rozwoju, zamiast go przeżywać,
głoszę spójność, zamiast się z nią mierzyć,
nauczam o intuicji, ale sama boję się jej zaufać w praktyce.
To nie jest hipokryzja. To wewnętrzny rozłam między tym, co wiem, a tym, co potrafię żyć.
Kontakt ze sobą nie jest oczywisty i to jest w porządku
Prawda jest taka, że wiedza nie daje gotowości. Można mieć setki narzędzi, teorii, certyfikatów i wciąż nie wiedzieć, jak żyć naprawdę. Bo to jak żyć nie jest czymś, czego można się nauczyć z zewnątrz. To proces stawania się osobą, która potrafi być w kontakcie z tym, co jest prawdziwe, nawet jeśli nie ma na to słów.
Nie musisz mieć odpowiedzi. Nie musisz umieć przewodzić z każdej emocji, w każdej sytuacji.
Czasem największym darem, jaki możesz dać sobie i innym jest uczciwość wobec własnego zagubienia.
Powrót do autentyczności
Co pomaga wyjść z kompensacyjnego przewodzenia?
zatrzymanie: na chwilę nie prowadź nikogo — pobądź z sobą, bez celu,
zadanie sobie pytania: czy to, co mówię innym, naprawdę żyje we mnie?
uznanie swoich niepewności — nie jako słabości, ale jako drzwi do kontaktu,
stworzenie przestrzeni, w której nie musisz wiedzieć, tylko być.
Bo to właśnie bycie, nie wiedza, nie odpowiedzi, nie gotowe modele, tworzy najgłębsze pole transformacji. To obecność, która nie ucieka, gdy robi się cicho i niewygodnie.
Nie musisz wiedzieć, jak żyć, żeby być prawdziwa
Zamknijmy ten artykuł czymś prostym, ale trudnym do przyjęcia:
Nie musisz wiedzieć, jak żyć. Nie musisz mieć gotowych zdań, klarownych wartości, konkretnego modelu. Możesz być w procesie. Możesz się gubić. Możesz się zmieniać.
I w tym wszystkim w tej Twojej uczciwości możesz prowadzić.
Z niepewności. Z pytania. Z ciała, które wciąż się uczy ufać.
Z prawdy, która nie potrzebuje kostiumu.
Jeśli chcesz uczyć się przewodzenia nie z pozycji wiedzącej, ale z pozycji obecnej, zapraszamy do jednego z naszych programów: kobietywkregu.pl/kursy-dla-liderek
Ale nawet bez programu, możesz zacząć tu i teraz. Zadaj sobie pytanie:
Czy to, co dziś mówię innym potrafię powiedzieć do siebie?
I jeśli nie, nie oceniaj się. Tylko zacznij od tego miejsca.
To właśnie ono jest bramą do prawdziwego prowadzenia.

