Trzymam przestrzeń, ale nie pozwalam trzymać siebie

O kobiecej niezależności, która stała się murem, a nie mostem

„Wiem, jak być dla innych. Ale kiedy ja zaczynam się chwiać - nie ma nikogo. Albo nie potrafię nikogo wpuścić.”

Wiele kobiet prowadzących, wspierających, trzymających przestrzenie — to kobiety, które mają niesamowitą zdolność do obecności. Potrafią stworzyć warunki, w których inni czują się widziani. Potrafią być oparciem, naczyniem, lustrem, czasem wręcz ziemią pod czyimiś nogami. Ale kiedy to one same się rozklejają, kiedy coś je przerasta, kiedy są w wewnętrznym kryzysie - nagle stają się bardzo samotne.

To nie zawsze dlatego, że nikogo nie ma. Często to dlatego, że same nie umieją być potrzymane.

Pancerz samowystarczalności

Wiele z nas dorastało w przekonaniu, że:

  • prosić o pomoc to słabość,

  • mieć potrzebę to obciążenie,

  • potrzebować wsparcia emocjonalnego to bycie „zbyt wrażliwą”.

W takiej atmosferze kształtuje się kobieta samowystarczalna. Ona wie. Ona czuje. Ona dźwiga. Ona działa. I choć z zewnątrz wygląda na silną i stabilną, w środku często jest zmęczona, głodna obecności i głęboko zraniona brakiem odwzajemnienia.

Ale żeby nie poczuć tego głodu - wchodzi w tryb dawania.
Trzymanie przestrzeni dla innych staje się nie tylko jej misją. Staje się jej tarczą.
Chroni przed tym, co najtrudniejsze: poczuciem, że „kiedy ja jestem w rozsypce - nie ma dla mnie miejsca.”

Przestrzeń daję, ale dla siebie nie mam

To jest paradoks, który znamy bardzo dobrze: kobieta potrafi stworzyć głęboko wspierające środowisko dla innych, a jednocześnie żyje w emocjonalnej izolacji.
Bo kiedy chodzi o jej własne uczucia - uruchamia się mechanizm:

  • „poradzę sobie sama”,

  • „nie chcę nikogo obciążać”,

  • „kto by mnie teraz pomieścił?”,

  • „ja jestem tą silną nie mogę się teraz rozsypać”.

I tak, z roku na rok, relacja z samą sobą zaczyna przypominać relację z organizacją charytatywną. Dużo dawania. Mało pytania: a co ze mną?

Lęk przed byciem potrzymaną

To nie jest tylko nieumiejętność. To strach. Czasem pierwotny.
Bo za każdym razem, gdy kobieta miała potrzebę i ta potrzeba została odrzucona, zignorowana lub zawstydzona jej układ nerwowy uczył się, że być potrzebującą = być zagrożoną. Dlatego wiele prowadzących kobiet:

  • nie potrafi wejść w głęboką przyjaźń,

  • nie dopuszcza innych do swojego świata,

  • trzyma dystans nawet w intymnych relacjach,

  • nie mówi wprost, że potrzebuje bliskości, odpoczynku, obecności.

Bo co, jeśli powiem to komuś i znowu zostanę sama?

Kiedy dajesz innym to, czego sama nigdy nie dostałaś

To może być trudne do przyjęcia, ale bardzo często trzymamy przestrzeń nie dlatego, że umiemy tylko dlatego, że sama nigdy jej nie dostałaś. I Twoje ciało wie, jak to jest:

  • gdy nie ma nikogo, kto pomieści Twój ból,

  • gdy nikt nie mówi: „odłóż to, ja potrzymam przez chwilę”,

  • gdy każda emocja musi być przetrawiona w samotności.

Więc dziś dajesz innym to, czego Tobie nikt nie dał.
I to piękne. Ale dopóki nie uznasz swojego głodu będziesz dawać z pustki.

Co się dzieje, gdy w końcu pozwalasz się potrzymać?

Zazwyczaj pojawia się:

  • wzruszenie, które przecina ciało jak fala,

  • drżenie — jakby wszystko w Tobie chciało wreszcie opaść,

  • opór: „to za dużo... nie chcę się rozkleić”,

  • niepewność: „czy naprawdę mogę na kogoś się oprzeć?”

Ale potem, kiedy wreszcie pozwolisz — nawet na chwilę, nawet w jednej relacji — wydarza się coś fundamentalnego: Twój system nerwowy uczy się, że Ty też masz prawo być objęta.
Nie jako nagroda. Nie jako wyjątek. Ale jako coś naturalnego.

To, że trzymasz innych - nie znaczy, że masz trzymać się sama

To jedno z najbardziej wyzwalających zdań, jakie możesz sobie powiedzieć:
„To, że potrafię być dla innych — nie oznacza, że nie mogę być potrzymana.”

Dojrzałość nie polega na tym, że jesteś samowystarczalna. Prawdziwa dojrzałość to zdolność do wzajemności. Danie sobie prawa, by również przyjąć. Nie z pozycji braku, ale z pozycji człowieczeństwa.

Gdzie możesz być potrzymana, nie tylko trzymająca?

  • w relacji, gdzie możesz nie mieć racji,

  • w kręgu, gdzie nie musisz prowadzić,

  • w spotkaniu, gdzie możesz zamilknąć,

  • w ciele, które nie musi być spięte w gotowości.

Może to być jedna osoba. Może to być cisza. Może to być Twoje własne ramiona, obejmujące siebie samą - wreszcie nie jako ostatnią, ale jako pierwszą.

Jeśli czujesz, że potrzebujesz przestrzeni, w której uczysz się równowagi między dawaniem a byciem przyjętą, sprawdź programy, które prowadzimy z tego właśnie miejsca:

🔗 kobietywkregu.pl/kursy-dla-liderek

Ale nawet jeśli nie dołączysz zapamiętaj jedno: Nie musisz być zawsze tą, która trzyma.
Możesz też pozwolić sobie być wzięta w czyjeś ręce. I nie tylko przetrwać.
Ale zacząć naprawdę istnieć.

Previous
Previous

Mówię innym, jak żyć, bo nie wiem, jak żyć sama

Next
Next

Jestem potrzebna, więc istnieję. Gdy funkcja staje się tożsamością, a bycie dla innych zasłania bycie sobą