Ścieżka liderki

Co się zmienia, kiedy przestajesz naprawiać? O akceptacji w trzymaniu przestrzeni

Marta Duczman · 1 listopada 2026 · 7 min czytania
Czwartek, wieczór. Krąg online. Jedna z kobiet mówi o decyzji, o której opowiada od kilku miesięcy. Te same argumenty, ten sam punkt, w którym się zatrzymuje. Ty widzisz wyjście. Masz je gotowe w głowie, w jednym zdaniu.
Ale w kręgu nie doradzamy. Więc milczysz. Trzymasz przestrzeń. Tylko że w środku coś się napina, a Ty łapiesz się na tym, że bardziej pilnujesz siebie niż jej słuchasz.
Poniedziałek, rano. Spotkanie zespołu. Ktoś przedstawia plan, o którym wiesz, że się nie uda. Tu nie ma zasady „nie doradzamy”. Jesteś szefową i odpowiadasz za wynik. Więc mówisz: „Zróbmy to inaczej”. I widzisz, jak coś w tej osobie przygasa.
Dwie zupełnie różne sytuacje. A jednak kiedy się im przyjrzałam, zobaczyłam w nich ten sam ruch. Chęć, żeby było inaczej, niż jest. W kręgu zatrzymana zasadą. W zespole puszczona, bo przecież „to moja rola”.
Co właściwie trzymasz, kiedy trzymasz przestrzeń?
To pytanie wraca do mnie w różnych wersjach. Czy trzymam proces drugiego człowieka? Czy trzymam własne napięcie, żeby nie wylało się na grupę? A może trzymam obraz siebie jako tej, która wie?
W Strefie Liderki pracujemy w tym miesiącu z Akceptacją w relacjach. W październiku uczyłyśmy się przestawać negocjować z rzeczywistością. Teraz przenosimy to w relacje. I bardzo szybko okazuje się, że to, co najtrudniejsze, nie dotyczy obcych ludzi. Dotyczy tych, których prowadzimy.
Akceptacja nie jest biernym „niech będzie”
Na Mapie Świadomości Hawkinsa Akceptacja przychodzi po Odwadze, Neutralności i Ochocie. To ważna kolejność. Akceptacja nie jest rezygnacją ani zgodą na wszystko. Jest gotowością, żeby zobaczyć rzeczy takimi, jakie są, bez natychmiastowego obwiniania siebie albo innych.
W relacjach przynosi jedno proste, a jednocześnie wymagające rozróżnienie. Odpowiadam za swoje zachowanie, intencje i granice. Nie odpowiadam za wszystkie wybory drugiego człowieka.
I tu pojawia się coś, co nazywam polem akceptacji. Nie widać go w programie spotkania ani w zasadach. A jednak uczestniczki czują je od pierwszych minut. To atmosfera, w której mogę być taką, jaka jestem dziś, ze swoim tempem i swoim „nie wiem”. I nikt nie próbuje mnie z tego wyciągnąć.
To pole nie powstaje z techniki. Powstaje wtedy, kiedy prowadząca przestaje potrzebować, żeby było inaczej, i nadal robi swoją część.
Krąg i zespół to dwa różne pola
Często słyszę: „W kręgu umiem być obecna. W pracy zupełnie mi to nie wychodzi”. I to nie jest przypadek. To dwie różne sytuacje, a akceptacja wygląda w nich trochę inaczej.
| W kręgu | W zespole | |
|---|---|---|
| Twoje miejsce | siedzisz równa z równą | jesteś w roli: szefowej, mentorki, prowadzącej projekt |
| Co Cię wspiera | rama i zasady: mówienie od siebie, brak rad, prawo do milczenia | niewiele, rada i decyzja są częścią Twojej roli |
| Za co odpowiadasz | za ramę, bezpieczeństwo i granice swojej roli | także za kierunek i wynik |
| Gdzie się wymyka | wewnętrznie: milczysz, ale w środku naprawiasz | na zewnątrz: przejmujesz, bo „tak jest szybciej” |
W kręgu zasady wykonują część pracy za Ciebie. W zespole tej ramy nie ma. Dlatego tam dużo trudniej zauważyć moment, w którym wsparcie zamienia się w przejmowanie.
Akceptacja w zespole nie oznacza, że przestajesz podejmować decyzje. Oznacza, że podejmujesz je z tego, co widzisz, a nie z lęku przed tym, co się stanie, jeśli odpuścisz. I że zostawiasz ludziom ich część odpowiedzialności, nawet kiedy zrobiłabyś to szybciej.
Rola i obecność
Rola jest potrzebna. Daje strukturę, jasność i poczucie, że ktoś dba o całość. Trudność zaczyna się wtedy, kiedy rola staje się miejscem, w którym można się schować.
W roli mogę wiedzieć. Mogę mieć odpowiedź, plan, kolejne ćwiczenie. Nie muszę być z tym, czego nie rozumiem. Obecność jest czymś innym. To bycie tu, z tym, co się dzieje, także z własną niewiedzą.
Więc pytanie nie brzmi: rola czy obecność? Brzmi raczej: czy prowadzę z roli, czy jestem obecna w roli? Pisałam o tym szerzej w tekście Obecność to nie cecha charakteru.
Strategie, które odzywają się w roli
Jest kilka ruchów, które zna chyba każda z nas. W kręgu i w zespole wyglądają trochę inaczej, ale mają ten sam korzeń.
- Doradzam. W kręgu: „tylko jedno zdanie” po czyjejś wypowiedzi. W zespole: odpowiedź, zanim ktoś skończy pytać.
- Poprawiam. W kręgu: przeformułowuję to, co uczestniczka powiedziała, żeby brzmiało „głębiej”. W zespole: poprawiam pracę za kogoś, zamiast o niej porozmawiać.
- Ratuję. W kręgu: wchodzę z ciepłem, kiedy ktoś płacze, zanim zdąży pobyć ze swoimi łzami. W zespole: biorę na siebie zadanie, które kogoś przerasta.
- Przejmuję kontrolę. W kręgu: skracam ciszę, bo jest dla mnie za długa. W zespole: decyduję sama, bo tak jest szybciej.
- Wiem lepiej. W kręgu: słucham już tylko po to, żeby potwierdzić swoją hipotezę. W zespole: nie pytam, bo i tak znam odpowiedź.
To nie jest wada charakteru. Tak działają strategie, które kiedyś pomogły nam przetrwać. Najmocniej odzywają się właśnie w roli, w której ktoś przychodzi do nas po pomoc.
Czy możliwe, że czasem pod tym wszystkim kryje się nasza własna trudność? Trudność bycia blisko czyjejś niepewności, cierpienia albo niewiedzy, bez robienia czegokolwiek. O tej warstwie pisałam w tekście Ratuję innych, bo nie umiem uratować siebie.
Cień, który udaje akceptację
Jest też druga strona, o której mówi się rzadziej. Liderka, która nie reaguje, kiedy ktoś w kręgu przekracza granice innych, bo „akceptuje proces”. Szefowa, która od miesięcy nie podejmuje trudnej decyzji, bo „daje ludziom przestrzeń”.
To nie jest akceptacja. To unikanie, które założyło jej ubranie. Akceptacja nie zwalnia nas z odpowiedzialności za ramę, bezpieczeństwo grupy i reagowanie na przekroczenia. Czasem właśnie najbardziej akceptującym ruchem jest jasne „nie”.
Co widzę, kiedy patrzę na drugiego człowieka
I jeszcze jedno. Bardzo często reagujemy nie na to, co ktoś robi, ale na historię, którą o tym opowiadamy.
- Fakt: uczestniczka nie zrobiła ćwiczenia. Historia: nie umiem prowadzić.
- Fakt: ktoś w kręgu milczy od trzech spotkań. Historia: nudzę je.
- Fakt: zespół nie wdrożył zmiany. Historia: nikt mnie nie szanuje.
- Fakt: pracownica kwestionuje mój pomysł. Historia: buntuje się.
Nie każda reakcja jest projekcją. Czasem ktoś naprawdę narusza granice i trzeba to nazwać. Ale warto zapytać: czy w mojej reakcji jest coś, co warto sprawdzić także po swojej stronie? Może milczenie jest bezpieczeństwem, a pytanie pracownicy troską o projekt?
Pole, które zostawia miejsce dla dwóch osób
Kiedy patrzę na krąg i zespół obok siebie, widzę, że różnią się formą. Pole akceptacji jest w obu takie samo. To obecność, która zostawia miejsce na autonomię drugiego człowieka i nadal pozwala mi być sobą w swojej roli.
W listopadowych materiałach Strefy Liderki zapisałam zdanie, które dobrze to oddaje: „Mogę pozwolić Ci mieć Twoją drogę i jednocześnie pozostać wierna swojej”.
Eksperyment na ten tydzień
Na najbliższym spotkaniu, w kręgu albo w zespole, zauważ jeden moment, w którym chcesz wejść z radą, poprawką albo decyzją. Zanim to zrobisz, zapytaj: „Czego potrzebujesz ode mnie w tej rozmowie?”.
Potem zapisz dwie rzeczy. Co się wydarzyło w drugiej osobie? I co się wydarzyło w Tobie, kiedy nie weszłaś od razu?
Jeśli chcesz pójść dalej
Tym właśnie zajmujemy się w programie Space Holder: jak być przy drugim człowieku w roli, w kręgu i w zespole, nie gubiąc siebie. Zapraszam.




